Wierni przyjaciele znoszą wszystko, zwłaszcza moje uciążliwe zapisy w tej rzeczywistości.
O autorze
Tagi
wtorek, 25 grudnia 2012
piątek, 14 grudnia 2012
sobota, 08 grudnia 2012

Dzieci na mrozie

To śnieg tak futrem ciszy
osłupienie okrył,
aż zgasił ślady naprzód i wstecz.
Dzieci skostniałe rączki kładą
na ustach mokrych,
by nie wypadł z nich ognisty miecz.
Bo dzieci są cierpliwe - przykute do
murów, ścięte mrozem w szkło białe,
ściskają kreski ust,
by nie wypadły z nich czerwone bąble bólu,
celne jak grom i ostry nóż.
I dzieci są cierpliwe,
lecz gdy tkniesz przemarzłe,
przemienione w szkło,
to się rozsypią, tryśnie krew
i drgnie obłoków głuchy dzwon.

Prysną filary.
Zastygli w kościołach,
w modlitwę lodowatą wsparci chłodem
czół, zobaczcie, jak się ziemia otwiera
pod kołem wydartym z ust i miasto tnie -
na pół.
Wsparci w brzeg życia jak w kielszków
brzeg, świsną w głąb ognia zastygli
w kamienie i wtedy będzie noc -
w ogień-wstąpienie,

a na to grzmot kół z ognia,
a na to - tylko - śnieg.
  K.K. Baczyński



Seans szyb

Noc, mróz i medium, śpiący księżyc,
seans urządzili.
Księżyc się w blasku pręży,
i po chwili
widać wyraźnie już,
jak na szybach rosną materializacje:
cynerarie, araukarie, akacje,
nieznane trawy i drzewa...
Paproć liście rozwiewa,
a pod nią kwitną upiornie
zioła skoszone w lecie...
Noc ich się pyta pokornie:
"Zjawy, czegóż wy chcecie?"
Wówczas, roziskrzone tęsknotą,
ku górnym szybom pną się
dzikim winem, srebrnym winem,
i każdą iskrą srebrzystą i złotą
krzyczą: "Życia! życia! życia choć godzinę!"
   Maria Jasnorzewska-Pawlikowska


Szuflady pełne drogocennych przynależności

szuflady pełne drogocennych przynależności,
ale już się przyzwyczajamy pomału,
pomału.
dotykamy lekko tej lub owej rzeczy,
koloru, zapachu, zapachu,
koloru.
żegnamy się z kwiatkiem, z liściem, z liściem
i wąską strugą deszczu
upływamy w głąb.

w przestrzeń, w czas w niewymierność,
w nieskończoność,
poza nasz ostro obrysowany świat.
tutaj płot i tam płot,
pod płotem czernieją jarzębiny.
mokre skrzydła ptasie owijają szczelnie
bijące ptasie serca,
szelest, trzepot, strach.

coraż lżej całujemy - umiejętnymi
rękoma,
coraz ostrożniej dotykamy znieruchomiałych ciał.
ogień jak pies,
posłuszny przypełza nam do nóg.
żarzy w nim czuła pewność,
blask,
przyprószony popiołem - planujemy rozstania
i wąską strugą upływamy
w głąb.
   Halina Poświatowska

Eva