Wierni przyjaciele znoszą wszystko, zwłaszcza moje uciążliwe zapisy w tej rzeczywistości.
O autorze
Tagi
piątek, 26 maja 2017

Jak pisałam w ostatnim poście.....jestem już
posiadaczką tomiku "Motyl na bucie" Zygmunta Kowalczuka.
I próbuję poznać, zrozumieć.




Mamo

mamo wciąż stoję
na ostatnim i pierwszym stopniu
naszych granitowych schodów
nie mów że odejdziesz
wiem jak odchodzą ludzie
matki są wieczne
rodzą słońce księżyc
kwitną wiosną
czasami zachodzą chmurą
pełnią księżyca synów

mamo czarodziejko
tragedii i komedii końca wieków
żegnasz tysiąclecia zbierając łzy
z opuszczonych pól
i tylko twoje pisane
sercem po bruku lat
kocham
ocala każdy początek
i koniec człowieka
   Zygmunt Kowalczuk

Motyl na bucie

tonę z motylem
przysiadłym na bucie
w kruchej tkance niepewności
w pocieszeniu kolorów
muzyce wiatrów

przychodzi zima i czekam wiosny
latem boję się zimy
nie męczy mnie podróżowanie
przez pory roku

moim prawym skrzydłem
chwytam lata
lewym dotykam
skarbów jesieni

muszę zejść na ląd
ze statku którym płynę
ulecieć ku latarni słowa
by usłyszeć krzyk oceanu
że życie jest bezkresem
   Zygmunt Kowalczuk

Eva

poniedziałek, 22 maja 2017

   Bywają trudne. Kilka dni temu dowiedziałam się,
że odszedł mój profesor od kultury słowa.
   Operował słowem, jak najlepszy chirurg.
O sobie mówił niewiele, czysto zawodowo.
O pracy - nic więcej. Nic personalnego. Nigdy.
Pamiętam, jak pewnego czerwcowego popołudnia,
po zajęciach na uczelni wracaliśmy razem
PKS-em do domu. Mieszkał niedaleko mojej
miejscowości. Rozmawialiśmy. Ogólnie.
O życiu, planach itp.
Miałam go za dziwaka i służbistę.
Bardzo powściągliwego.
Postanowiłam poznać jego twórczość
i kupię tomik wierszy "Motyl na bucie".
Może poznam go lepiej???
Do widzenia Panie Profesorze.

Eva

środa, 03 maja 2017

Tegoroczna majówka nie zachwyca - niestety.
Zimno, wieje, pada. Pierwszego słońce dłużej poświeciło,
więc w ogrodzie malowałam meble.
Jeszcze jedna warstwa i będą gotowe.
Aż nie mogę się doczekać!
Mimo wszystko udanej majóweczki kochani!!!


Na dzień dobry

Czasem wiatr zdmuchnie
smutek przelotny, 
ciepłym tchnieniem znów dłonie ogrzeje, 
i przegoni wszystkie kłopoty, 
więc dziękuję wiatrowi, że wieje.

Czasem deszcz o szyby zadzwoni 
mokra trawa kroplami lśni
łzami łatwiej tęsknotę zasłonić,
więc dziękuję deszczowi za łzy.

Czasem słońce w gonitwie do lata 
znowu ogród barwami roznieci 
pozapala iskry na kwiatach, 
więc dziękuję słońcu, że świeci.

No, a czasem się do mnie uśmiechniesz 
znikną smutki szaro–niebieskie 
stoisz w progu i słońce masz w oczach, 
więc dziękuję Ci za to, że jesteś...
   Czesław Miłosz

Eva