Wierni przyjaciele znoszą wszystko, zwłaszcza moje uciążliwe zapisy w tej rzeczywistości.
O autorze
Tagi
środa, 27 czerwca 2012

"Na szarość naszych nocy"

Na szarość naszych nocy
na naszą bezimienność
na szarość i nijakość
jutrzejszych naszych marzeń
na twarzy przezroczystość
na twarze bez wyrazu
na nasze oddalenie
na naszą nieobecność
i losów obojętność
listek iskierkę cieni
jak kotwicę
wbij w nasze serce
Leszek Aleksander Moczulski


"Uszyta ze słów"

uszyta ze słów
zapięta na guzik
tęsknota - przywarła ciasno
i teraz sprawdzam
pory dnia
odwracam rano
żeby zajrzeć w twoje oczy otwarte
dzień dobry mówię oczom
pochylona nad snem co odchodzi
końcem palców dotykam powiek
odpędzam sen
Halina Poświatowska


"Gwiazdy spadające"

Z twoich ramion widzę niebo drżące rozkoszą...
Spadłą gwiazda.
I druga, i trzecia. Prawdziwa to epidemia!
Widać dzisiaj niebem jest ziemia,
dlatego się gwiazdy przenoszą.
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


"Japońska rycina"

W kamieniu, krzewie i potoku,

w źdźble trawy, w płatku białej lilii
mieszkają duchy naszych przodków.
Patrzące na nas w każdej chwili,
kształt, barwa, zapach, śpiew gałązki,
przypominają obowiązki
wobec tych, co przed nami żyli.

W sposobie ułożenia szaty,
w ukłonie według starych reguł,
w tym, jak przyrządza się herbatę,
jak się szanuje każdy szczegół,
wyraża się nasz dług wdzięczności
dla stwarzającej nas przeszłości,
od której uciekamy w biegu...

Wreszcie wyborem umierania,
gdy honorowe ostrze w dłoniach
śmierć czyni przedłużeniem trwania
(bo życie przecież - to agonia)
- stwarzamy wodę, kwiat i kamień,
w których na zawsze zamieszkamy
wśród tych, co będą żyli po nas.
Jacek Kaczmarski



Eva



wtorek, 19 czerwca 2012

Zlot poetycki Harmonistów duszowych i Miedzowiczów w Plattówce

Tytuł:
Harmonia dusz. Antologia poezji współczesnej
Autor:
Mariola Platte, Krzysztof P. Nowak

 


   Rozmyślałam, co by napisać o zlocie w Plattówce, o ludziach, których
tam miałam okazję poznać i o wspaniałej okolicy.
Długo nic nie przychodziło mi do głowy. Nie wiedziałam co i jak mam napisać.
Przeglądane zdjęcia też nie pomogły mi w opisie tych chwil.
Włączyłam „Na wesoło” w wykonaniu Anny Serafińskiej i wszystko
jakby nabrało wyraźnego zarysu.

Tytuł: Słowa na miedzy przysiadły
Autor: Mariola Platte

 

    W pociągu spędziłam ponad 7 godzin, przesiadka  jedna (na szczęście),
naprzemiennie usypiając, popijałam wodę i wyobrażałam sobie jak tam będzie.
Mazury odwiedziłam po raz pierwszy.
Gdy dotarłam do umówionego miejsca, miał na mnie czekać niejaki Pan Ignacy,
o siwym wąsiku…
z opisu, który mi przedstawiono wyobraziłam sobie postawnego pana,
o rzucającym się w oko, pięknym, perłowym wąsie.
Wysiadłam z pociągu, który pojechał dalej.
Na peronie nie zauważyłam wąsatego, czekającego pana.
Opuściłam pospiesznie peron, mijając pana, który był równie zdezorientowany
jak ja, z wiatrem we włosach.
Dochodząc do pierwszej ulicy, rozejrzałam się w jedną i w drugą stronę,
ale nie po to, by ją przekroczyć lecz z nadzieją odnalezienia
Pana Ignacego. Nic z tego nie wyszło…kilka kroków zrobionych wstecz
ustawiło mnie pod jakimś murem i spostrzegłam drobnego pana z kwiatem
w biskupim kolorze w ręku. On chyba też mnie niepewnie rozpoznał.
Zaczął zdążać w moim kierunku i już byłam przekonana, że to Pan Ignacy.
Mile mnie powitał, wręczając kwiatek,
oznajmiając, że jeszcze kogoś musimy znaleźć. Krótką chwilę potem, pan
w nieuporządkowanych włosach był już z nami.

    Droga do Plattówki była przeżyciem prawie extremalnym.
Z wyglądu niepozorny Pan Ignacy wczuł się w rolę rajdowego kierowcy,
a nas z tyłu rzucało z lewej na prawą stronę.
Cel podróży został osiągnięty.
Obiad niemal w królewskim stylu, zakwaterowanie i czas tylko dla nas.

Próbowałam nacieszyć oko widokiem zieleni, poznałam kilka osób
i razem oczekiwaliśmy chwili uzewnętrznienia.
Kolacja przebiegła szybko, jednak wzdłuż długiego stołu nie cichły rozmowy
i pobrzękiwanie naczyń.
Rozpoczął się czas operowania słowem w najczystszej postaci.
W prezentowanych przez samych autorów utworach,
można było ich bardziej poznać.
Upiększane gitarową nutą brzmiały nadzwyczaj pięknie.

    W drugi dzień, tuż po wspólnym śniadaniu, Pani Mariola (nasza Pani domu)
zaprezentowała nam jak maluje na jedwabiu,
jakie techniki przy tym wykorzystuje.
Jej prace są wspaniałe i subtelne.
Tworzy apaszki, chusty, szale, krawaty, a nawet przepiękne bluzki,
wszystkie ubarwione w kolory wyobraźni, a potem
każdy miał chwilę dla siebie.
Jedni pogłębiali znajomości, drudzy powrócili do pokoi, jeszcze inni
uciekali w ciszę, malując w plenerze, fotografując czy poznając okolicę.
Dopiero po obiedzie rozpoczął się czas dla rozwijania siebie.
Trener rozwoju osobistego zabrała nas w podróż w poszukiwaniu
własnego kreatywnego JA. Ten czas pracy z emocjami
i wyobraźnią dawał wiele radości, ale i walki z własnymi słabościami,
przynosząc przy tym wyśmienite efekty.
Wieczorem świetny występ kabaretu Czerwony Tulipan
wraz z Panią Krystyną Świątecką:

rozbawił i przeniósł w obszar rozmyślań, wspomnień, refleksji wszystkich
uczestników poetyckiego zlotu.
Pokaz tanga emocjonalnego w wykonaniu Edyty Jaroszewicz
i Rafała Witkowskiego, wzbudził emocje prawie erotyczne.
Lekkość i bliskość partnerów czuli chyba wszyscy.
Niesamowitych przeżyć dostarczyła również krótka nauka tanga.
Potem znów był czas ze słowem, które pięknie rozbrzmiewało
w strunach gitary.
Dzięki też autorowi „Kociej uczty”, był to niezwykły czas.

            Pani Mariola gościła nas w iście boskim stylu.
Dostarczyła nam fenomenalnych przeżyć i rewelacyjnych wspomnień.
Jako że było to moje pierwsze takie doświadczenie, muszę przyznać,
że wrażenia są godne zazdrości.

 

            Sobie i wszystkim poznanym, niezwykle serdecznym ludziom
życzę wielu takich wspólnie przeżywanych chwil.
Są one lekarstwem na wszelkie bolączki rzeczywistości.
Dziękuję Wam za wszystko, życząc dalszej, bogatej inspiracji…

Fotografie wykorzystane w tym poście są mojego autorstwa.
Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie
bez wcześniejszego uzgodnienia ze mną.

Eva


Przydatne informacje:
www.platte.pl

piątek, 01 czerwca 2012

 Polsko-niemiecka sztuka teatralna "Gubin story"
  
   Jako że 51 „Wiosna nad Nysą” została oficjalnie rozpoczęta
(na co nie wskazuje raczej stan pogodowy),
nie mogłam nie wybrać się na spektakl, który z samej nazwy
mnie do tego zachęcił.
Oczekiwałam czegoś porywającego, zastanawiającego
i myślałam, że pozostanie mi w pamięci na dłużej,
ale niestety - nie na aż tak dłuuugo.

   Całość zgrabnie ułożona na pierwszy rzut oka
w sposób prześmiewczy. Do tego w samym środku
zabytkowej Fary.

   Przedstawienie rozebrało na części pierwsze „mogę”
lokalnej władzy. Nie obyło się bez akcentu Euro 2012,
sytuacji w Grecji i jak tytuł wskazuje – tego, co
w ostatnim czasie działo się w samym Gubinie.
Zamknięto szpital. Nie chce się wierzyć, ale tak,
jedyny dostęp w mieście do nieco szerszej diagnostyki,
został oficjalnie i nieodwołalnie zamknięty.
Wśród widowni nie mogło zabraknąć miastowej władzy.
Zręcznie im poszło podpisanie petycji, której żaden z magistratu
nie raczył przeczytać...
    Momentami zabawne spostrzeżenia gubińskich uczniów,
przeplatane tymi właśnie społeczno-obyczajowymi niesnaskami,
to cała fabuła przedstawienia, podtrzymywana w takcie
hip-hopowych przyśpiewek. Ośmielę się powiedzieć, że to raczej
pod kabaret można by podciągnąć.

A Może jednak barwne stroje, treść w stylu stricte teatralnego
przekazu, starały się ratować spektakl?

Nie ukrywam, że jednak się uśmiałam.
Obraz na pewno moja pamięć zarejestruje, szczególnie
dzięki jednej (i jedynej), która moim zdaniem oddała się
w pełni swojej roli – Oli.
Przepiękny głos, obycie ze sceną (jakby wrodzone),
i wyczucie, w połączeniu z przeraźliwym zimnem,
to na pewno niezapomniana składanka.



Tymczasem w najlepsze trwa też Opole.
Mając do wyboru koncert Velvet
w podmuchach rodem z Syberii, a ciepły domek...
wiadomo, na co padł wybór po kilku velvetowskich kawałkach.


Eva

Deszcz gra na parapetach. Mi coś na nerwach
z powodu nieznanego.
Najlepsza prawdopodobnie kogoś pokochała,
ale faktem tym nie miała zamiaru się ze mną podzielić.
Kiedy zapytałam kto to jest, jak ma na imię, co robi
i jak go poznała, odpowiedziała "czy to ważne"?

No cóż...wolna wola jak to mówią.
Zauważam zmianę. I to nie na lepsze.
Porozumiewamy się półsłówkami, na odczepnego.
Wieczór, stosownym określeniem jest już raczej noc,
bo wybiła północ - umila mi K. Groniec.

"Żałosny cyrk" z płyty "Listy Julii":



"Z nadzieją piszę,
że do czasu kiedy list ten
trafi w twoje ręce,
z nami będzie lepiej.
Nie do wiary,
gdzie są nasze ideały?
Dzisiaj zsumowane
z zimnych faktów
twarde dane,
tworzą nasz żałosny cyrk..."




Ech...
Eva